#Wiedza

O tym skąd się wzięło to, czym kręcisz

Niemal każdy z Was zapewne widział fireshow. Niesamowite połączenie tańca, teatru, kuglarstwa i ognia. Jest w tym na pewno coś niezwykłego i przykuwającego uwagę. Oczywiście, jak wiadomo, jeden pokaz innemu nierówny. Wiele zależy od umiejętności występujących, od ich przygotowania oraz od sprzętu jakim dysponują. To właśnie na sprzęcie chciałem się skupić w kilku następnych zdaniach.

Poi
Gdyby zapytać ludzi z czym im się kojarzy fireshow, z pewnością większość osób odpowiedziałaby, że z poi (prawdopodobnie reszta odpowiedziałaby, że z niczym). Istnieje kilka teorii na temat pochodzenia i zastosowania poi. Dwie najpopularniejsze sięgają do tradycji plemienia Maori z Nowej Zelandii.
Pierwsza z nich, a zarazem ta bardziej prawdopodobna, mówi o tym, że poi początkowo było kamieniem z przywiązanym do niego sznurkiem. Z biegiem czasu twarde i niewygodnie końcówki zmieniły się w bardziej przyjazne, robione z roślin rosnących w buszu oraz kory drzewnej, często przyozdobione kolorowymi wzorami. Wykorzystywane były przez kobiety w celu poprawy umiejętności przędzalniczej. Ponoć po jakimś czasie mężczyźni zobaczyli, jak zręczne stały się kobiety i w wyniku niepohamowanej zazdrości sami zaczęli używać poi. Nie mieli jednak zamiaru stworzenia konkurencji w przędzeniu, a wykorzystanie nabytych umiejętności w innym celu. Po długich treningach nadeszły efekty – polowania stały się coraz bardziej obfite. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, i nikt już nie chodził głodny czy nagi.

http://www.youtube.com/watch?v=_Hu2g5h0hNM

Druga teoria natomiast opowiada o poi jako środku komunikowania się na odległość. Znając jednak dzisiejszy sposób wykorzystania poi, wydaje się to jednak dość absurdalne, bo z odległości 20 metrów każdy wykonany trick wygląda tak samo. Ta teoria znajduje sobie grono entuzjastów szczególnie wśród osób rozpoczynających karierę „tańcerza ognia” i nie mających na ten temat jeszcze wielkiego pojęcia.
Jaka by nie była przeszłość, poi istnieje ciągle w tradycji maoryskiej. Co więcej, taniec taki wykonują jedynie kobiety, a poi w nim wykorzystywane niewiele zmieniły się od lat. Samo używanie poi, podobnie jak ich konstrukcja, jest diametralnie różne od poi znanych nam obecnie. Tancerki często posiadają jedynie jedną poi i wykorzystują ją jako instrument do nadawania rytmu. Widowisko to jest bardzo ciekawe i inne od tego, co znamy z przedstawień tak zwanych tancerzy ognia.

Nie tylko Poi
Jak wiadomo, pokaz oparty tylko i wyłącznie na poi byłby nudny i monotonny. Dlatego właśnie osoby, jak i grupy zajmujące się fireshow, zaczęły eksperymentować z coraz większą ilością sprzętu. Jednym z innych podstawowych rekwizytów jest kij. Dopatrywanie się jego historii jest raczej zbędne. Wiadomo, iż był używany niemal od początku istnienia homo sapiens. Ktoś musiał tylko wpaść na pomysł, by go podpalić. Zapewne wiele tricków było zainspirowane wschodnimi filmami o sztukach walki. Inne wynikają z podpatrzenia różnych form kuglarskich, jak żonglerka kontaktowa. I choć kij nie ma tak barwnej i egzotycznej historii jak poi, stał się niemal nieodłącznym elementem każdego pokazu.
Podobnie jak kij, swoją ognistą historię niedawno rozpoczęły wachlarze. Zwykle używają ich kobiety, choć zdarzają się także pasjonaci przeciwnej płci. Nie rozpisując się, trudno stwierdzić jednoznacznie, kto pierwszy wpadł na pomysł wykorzystania wachlarzy w tańcu z ogniem. Niemniej okazał się on trafny i w tej chwili wszedł do kanonu sprzętu niezbędnego do udanego pokazu.

Diabelskie wynalazki
Inne mniej popularne sprzęty używane w fireshow to między innymi diabolo oraz devilstick. Drugi z nich, bądź rzeczy bardzo podobne do niego, odnajdywano na wszystkich kontynentach. Co dziwne, jego zastosowanie było różnorodne, np. w Afryce devilsticki miały służyć do zrzucania owoców z bardzo wysokich drzew. Były one oczywiście inaczej zbudowane, jednak sposób używania (dwa handsticki potrzebne do kontrolowania czy wyrzutów) kojarzy się ich właśnie z tym sprzętem cyrkowym. Najprawdopodobniej do Europy devilstick przywędrował z Chin. Podobnie zresztą jak i diabolo, został przywieziony przez francuskich misjonarzy. Sprzeczną kwestia pozostaje ustalenie dokladnego czasu w jakim to się stało.
Diabolo zyskało grono sympatyków. Stało się bardzo popularną rozrywką, która do czasów pierwszej wojny światowej gromadziła coraz więcej zwolenników. Oczywiście samo diabolo, zarówno w konstrukcji, jak i wyglądzie, przechodziło liczne zmiany. To, które znamy w czasach dzisiejszych, narodziło się 1906 roku we Francji. Stworzył je Gustave Phillipart i to właśnie jego ojczyznę ogarnęło największe szaleństwo. Oczywiście tak zwana zabawa w diabolo przedostała się ponad granice państw. Wielki sukces odniosła również w Anglii. W Polsce diabolistów zobaczyć można było na ulicach niemal do końca lat 20. dziewiętnastego wieku.
Co do devilsticka, był nawet okres łączenia go z diabłem i jego demonicznymi mocami. Ludzi potrafiących używać go oskarżano o zaprzedanie własnej duszy. Istnieją domysły, iż używanie go zostało zakazane w Anglii, a karą za złamanie zakazu była śmierć.
Dziś diabolo oraz devilstick kojarzy się raczej wyłącznie z cyrkiem i żonglerami, choć od kilkunastu lat można zaobserwować wzrost zainteresowania „zabawą” nimi. Oczywiście, jak w przypadku wszystkich innych sprzętów, maniacy ognia postanowili zmodyfikować je i podpalić. Jednak zobaczenie ich podczas ulicznego pokazu tańca z ogniem należy raczej do rzadkości.

Autor: Piotr Deneka

Źródła:
http://www.wikipedia.org
http://kuglarstwo.pl
http://www.zonglerka.pl
http://www.homeofpoi.com