#AKTUALNOŚCI

27 sierpień 2021

Agnieszka „Binia” – Ulica głosuje | Artykuł

na baner

Busking czyli show uliczne lub, jak kto woli – granie „do kapelusza” wzbudza różne emocje. I o to właśnie chodzi! Artyści różnej maści prezentujący swoje show na ulicy to bardzo różnorodna grupa obdarzona wieloma talentami. Parafrazując słowa Pablo Picasso „obraz żyje tylko, gdy ludzie na niego patrzą” można powiedzieć, że publiczność jest motorem napędowym pokazów buskerskich. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa i wyzwanie dla obydwu stron. Ulica ma swoje niepisane prawa i zasady, podobnie jak pokaz uliczny. Będąc artystą ulicznym, dobrze widzieć w miejskim rynku, nadmorskim deptaku czy staromiejskim bruku „swój kawałek podłogi” czyli scenę, którą najczęściej samodzielnie trzeba zaaranżować.

Dla komfortu konkursu na najlepszego polskiego buskera 12. edycji Carnavalu Sztukmistrzów buskerskie pokazy konkursowe zorganizowano na Placu po Farze. Fundamenty  kościoła farnego od kilku edycji są bardzo wdzięczną przestrzenią do wszelkiego rodzaju ulicznych występów: publiczność może obserwować artystów z kilku poziomów, co automatycznie powiększa krąg odbiorców, a to w przypadku walki o głosy publiczności i nagrodę widzów jest szalenie ważne.

Hiszpańskie słowo „buscar” oznacza „szukać”. Nie sądzę, aby w przypadku artystów ulicznych chodziło jednoznacznie o sławę czy pieniądze. Po obejrzeniu tegorocznych pięciu występów konkursowych mam wrażenie, że buskerzy to Artyści będący nieustannie w drodze, poszukujący pomysłu na siebie i swego miejsca na ulicznej scenie. Busking to także test odwagi oraz sprawdzian wytrzymałości dla każdej ze stron. To gotowość do przesuwania granic między widownią, a showmanem, to brawura pozwolenia sobie na więcej, gotowość na cały wachlarz reakcji ze strony widowni: od gromkiego aplauzu, po zachwyt lub oburzenie. Ulica nie jest sceną dla każdego i musi kochać artystę ze wzajemnością, a przypadkowi przechodnie muszą być uwiedzeni tak, by z przyjemnością zostali do końca występu i nagrodzili datkiem do kapelusza.

Pięciu buskerów, pięć różnych stylów pokazów, pięć zupełnie odmiennych występów. Cieszę się, że „incydent polski” wybrzmiał w tym roku w formie konkursu ulicznego, że Carnaval kolejny rok z rzędu znalazł pomysł na polski akcent, tym razem w formie konkursu.

Krzysztof Kostera jest artystą totalnym i aktywnie poszukującym swojej artystycznej drogi. Kto zna nieco współczesną polską scenę cyrkową, ten mógł widzieć Krzysztofa w kilkunastu odsłonach. Jego multiskill pozwala mu komponować ciekawe, widowiskowe show oparte na umiejętnościach technicznych na bardzo wysokim poziomie. Zawsze bardzo mocno trzymam kciuki za takich artystów, wiedząc ile pracy, przygotowań i utrzymania formy wymaga show o takim charakterze. Krzysztof jest na początku swojej buskerskiej drogi. Na ulicy czuje się świetnie, swobodnie, a ilość rekwizytów zachęca widzów, by pozostali do końca i poczekali na grande finale.

Mr & Mrs Frantic to jedyny konkursowy pokaz wykonany w duecie. Damsko-męski duet na scenie zawsze prosi się o historię. Fabuła bardzo ciekawa: tajemnicza i bardzo utalentowana artystycznie lalka (Matylda Górska) staje się marionetką, której żywym poruszycielem jest nonszalancki clown (Romano). Bardzo ciekawe zestawienie postaci, które mimo, że tworzą duet są od siebie zupełnie różne. Nie dążą do totalnego współbycia, każdy odgrywa swoją własną rolę. Używając terminologii klasycznej – Romano jest rodzajem „clowna dywanowego”, a może konferansjera, który zabawia publikę gagami pomiędzy numerami Matyldy. Show z pewnością będzie dojrzewać wraz z jego wykonawcami.

Człowiek Siano to taki człowiek renesansu o wielu talentach. Sprawnie, niczym zawodowy konferansjer, prowadzi swoje show nie dając się wyprowadzić publiczności w pole. Nie wiem jak czują się widzowie w dalszych rzędach i czy widzą niuanse związane z użyciem niewielkich rekwizytów. Warto stanąć bliżej – wówczas iluzja Siano show robi niezłe wrażenie. Jak on to robi? Nie wiem, ale widziałam, że ułożenie kostki Rubika ukrytej w papierowej torebce jest możliwe. Uwaga, Siano lubi pożyczać grubą walutę!

Marcin Ex Styczyński udowadnia, że z plucia ogniem można zrobić niezłą sztukę. Widać bardzo dobrze kompozycyjnie przemyślany pokaz: zanim wykona rekordowo długie plunięcia ogniem, dobrze rozgrzewa publiczność. Wszystkie sztuczki przygotowawcze do wielkiego finału robią ogromne wrażenie, nie mniejsze, niż kondycja artysty. Niebywała pojemność płuc, spektakularna odwaga w ujarzmianiu jednego z największych i efektownych żywiołów zasługują na duże uznanie (poznałam 5-letniego fana Exa, który w tym roku tylko dla niego przyjechał na Carnaval)!

Pan Ząbek to postać wielowymiarowa,– ktoś jeszcze pamięta wszystkie wcielenia tej postaci? Pan Ząbek jest postacią absolutnie nie do podrobienia. Jako iluzjonista i showman potrafi znikać i pojawiać się z nowym pomysłem nie tylko na pokaz, ale i na siebie. Nawet kiedy oglądamy stary, ograny numer z chusteczką, jest on nadal niezwykle świeży, zaskakujący i zabawny. W pokazach Pana Ząbka fabuła to kwestia umowna: mam wrażenie, że nie dzieje się nic złego, gdy artysta nie trzyma się ściśle fabuły na rzecz rozbudowywanej spontanicznie gry z publicznością. Ogrywa każdy element, nic nie ujdzie jego uwadze, co więcej – każdą sytuację przeradza w art i w żart. Istna beczka śmiechu z niekończącą się energią twórczą. Bezapelacyjnie Pan Ząbek zasłużył na podwójną nagrodę tegorocznego konkursu na polskiego buskera Carnavalu Sztukmistrzów.

Uliczna sztuka swym poziomem artystycznym często przewyższa tę sceniczną. Pozbawienie bariery dostępności czyni ją otwartą dla szerokiego grona odbiorców, ożywia przestrzeń miasta, dostarcza skrajnie różnych emocji. Wypatrujcie buskerów na ulicach Waszych miast, dajcie się porwać do świata spontanicznej sztuki ulicznej i…hojnie zasilcie kapelusz, by zachował magiczną moc!

Agnieszka „binia”